Szkoła Dam
Ścieżka forum - jesteś tutaj:FORUMTematy rozmów: KosmetykaMakijaż codzienny
Musisz się zalogować jeżeli chcesz umieszczać wpisy i zakładać tematy.

Makijaż codzienny

Na wstępie chciałabym się przywitać, ponieważ jest to mój pierwszy post na forum - dotychczas jedynie czytałam bloga. Dzień dobry! 🙂

A w tym w wątku chciałabym poruszyć kwestię dziennego makijażu. Mam 25 lat i nie mogę znaleźć odpowiedniego dla siebie makijażu na co dzień. Z jednej strony najlepiej czuję się wtedy, kiedy mam tylko tusz do rzęs, lekko podkreślone maskarą brwi, przykryte korektorem cienie pod oczami i jakieś ewentualne niedoskonałości cery i przypudrowaną skórę. Jednak czasem mam wrażenie, że to za mało, że sprawia to takie wrażenie, jakbym o siebie niewystarczająco dbała. Mam takie przemyślenia głównie wtedy, kiedy wszędzie dookoła widzę mocno pomalowane kobiety, z podkładem, konturowaniem, cieniami do powiek, etc. Czasem sama się tak pomaluję, bo wydaje mi się, że może poczuję się lepiej, ale to kompletnie mi nie pasuje. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że wygląda to nieco tandetnie i przesadnie (może po prostu akurat do mojego typu urody nie pasuje?), podkład uniemożliwia swobodę, trzeba myśleć, żeby niczym nie dotknąć twarzy...

Najchętniej zostałabym przy wersji minimalistycznej, ale nie chcę wyglądać na zaniedbaną albo mało kobiecą. Ubieram się raczej elegancko i zależy mi też na spójności wizerunku.

Z wielką chęcią poznam Wasze zdanie na temat codziennego makijażu (ten na specjalne okazje to osobna kwestia). Jak się malujecie na co dzień? Czy u siebie samych i innych kobiet bardziej podoba się Wam naturalny wygląd czy perfekcyjny makijaż? Co według Was jest bardziej eleganckie?

W makijażu uznaję zasadę "im mniej, tym lepiej". Mój typ urody to zgaszone lato - dopiero kiedy odkryłam niuanse analizy kolorystycznej zrozumiałam, dlaczego nie wyglądam dobrze w mocnym makijażu, tylko tak jak napisałaś i Ty, czuję się przesadnie 'zrobiona'. Używam jasnej kredki do brwi, tuszu do rzęs dającego bardzo naturalny efekt (nie wydłuża, nie podkręca, nie czerni rzęs, tylko ujednolica ich kolor, bo są dość jasne, a na końcówkach całkowicie wyblakłe). Cień do powiek w kolorze nude, albo delikanie różowo-złotym, żeby rozjaśnić spojrzenie - nie bawię się w cieniowanie. Trochę delikatnego różu na policzki, a do pracy również szminkę w odcieniu nude. Całość zajmuje mi trzy minuty 🙂

Korektorów nie używam, czasem, kiedy moja naczynkowa cera jest podrażniona, szczególnie zimą, nakładam na cerę naturalny podkład mineralny, bardzo cienką warstwą, żeby zniwelować czerwone naczynka.

Ogólnie musiałabyś bardzo mocno mi się przyjrzeć, żeby zobaczyć, że cokolwiek mam na twarzy. Mój makeup to 'me, but better", czyli dodaję trochę blasku i nasycenia w naturalnej tonacji (mój typ kolorystyczny jest szary, zgaszony).

Z tej mojej delikatności robię swój atut, moja uroda nie krzyczy, ale wyróżnia się na tle mocno wymalowanych kobiet. Podobnie jak nie uznaję mało estetycznych według mnir paznokci hybrydowych. Mam wypielęgnowane, ale własne paznokcie, czasem pociągięte beżowym lakierem. Wygląda to skromnie na tle obecnej mody na zdecydowane kolory, wzory, ale nie czuję się przez to mniej zadbana niż inni. Najważniejsze, to czuć się dobrze we własnej skórze.

Odnośnie mocnego makijażu, cieszę się, że oprócz trendu na mocny makijaż, pomału wraca 'moda' na bycie naturalną.  Zostawiam ciekawy artykuł na ten temat https://www.vogue.pl/a/no-make-up-czyli-badzmy-szczere?fbclid=IwAR0kItAPQnQtVhL5ui6cz8t9KKSenio78WhlvyG1qGptHj_qBaP6UzCsGWE

Cytat z Katarzyna data 12 sierpnia 2019, 14:31

Na wstępie chciałabym się przywitać, ponieważ jest to mój pierwszy post na forum - dotychczas jedynie czytałam bloga. Dzień dobry! 🙂

A w tym w wątku chciałabym poruszyć kwestię dziennego makijażu. Mam 25 lat i nie mogę znaleźć odpowiedniego dla siebie makijażu na co dzień. Z jednej strony najlepiej czuję się wtedy, kiedy mam tylko tusz do rzęs, lekko podkreślone maskarą brwi, przykryte korektorem cienie pod oczami i jakieś ewentualne niedoskonałości cery i przypudrowaną skórę. Jednak czasem mam wrażenie, że to za mało, że sprawia to takie wrażenie, jakbym o siebie niewystarczająco dbała. Mam takie przemyślenia głównie wtedy, kiedy wszędzie dookoła widzę mocno pomalowane kobiety, z podkładem, konturowaniem, cieniami do powiek, etc. Czasem sama się tak pomaluję, bo wydaje mi się, że może poczuję się lepiej, ale to kompletnie mi nie pasuje. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że wygląda to nieco tandetnie i przesadnie (może po prostu akurat do mojego typu urody nie pasuje?), podkład uniemożliwia swobodę, trzeba myśleć, żeby niczym nie dotknąć twarzy...

Najchętniej zostałabym przy wersji minimalistycznej, ale nie chcę wyglądać na zaniedbaną albo mało kobiecą. Ubieram się raczej elegancko i zależy mi też na spójności wizerunku.

Z wielką chęcią poznam Wasze zdanie na temat codziennego makijażu (ten na specjalne okazje to osobna kwestia). Jak się malujecie na co dzień? Czy u siebie samych i innych kobiet bardziej podoba się Wam naturalny wygląd czy perfekcyjny makijaż? Co według Was jest bardziej eleganckie?

Dzien dobry!

Dla mnie ta kwestia jest bardzo prosta: makijaz (podobnie jak stroj) ma przede wszystkim pasowac do mnie, mam sie w nim dobrze czuc i dobrze wygladac oraz ma pasowac do mojego trybu zycia. Jesli ktos lubi spedzac duzo czasu przed lustrem, dobrze wyglada w sezonowo modnych trendach, nie koliduje to z jego\jej praca, to mialby nosic mocnego bordo na ustach i duzej ilosci rozswietlacza?

Kluczem jest analiza kolorystyczna, bo takze wyraziste elementy makijazu pewnym typom po prostu pasuja i wcale nie wygladaja na przesadzone.  Jednak na innych typach beda wygladac tandetnie. Warto sobie taka analize zrobic, jesli sie nie wie, co pasuje, nie ma dobrego oka, nie umie ocenic poziomu pasujacego kontrastu, nasycenia barw, ich temperatur i wybiera sie losowe kosmetyki kierujac sie aktualna moda.

Makijaż na codzień powinien być dobrany do osobistych preferencji i typu urody. Nikt nie mówi, że trzeba koniecznie się malować- nie jest to nigdzie powiedziane. Tak samo jak nie jest zabronione.

@katarzyna-3- jeśli odpowiada Ci wygląd Twojej cery, rzęs, brwi to nie musisz koniecznie się malować bo „tak trzeba”. Codziennie na ulicy mijam setki kobiet bez ani grama makijażu- i jest ok.

Ja na przykład lubię się malować. Fajne jest to że można codziennie inaczej wyglądać i być lepszą wersją samej siebie, bardziej wyrazistą. Poprawić można nieistniejące brwi i rzęsy czy cerę z przebarwieniami. Mi zakrycie niedoskonalości poprawia samoocenę. Wg. analizy kolorystycznej jestem ciepłą wiosną. Powinnam malować się ciepłymi odcieniami i takie cienie do powiek najbardziej lubię- brzoskwiniowo-rudo-brązowe. Zazwyczaj tak maluję się jak mam wolne, na co dzień muskam powieki jedynie różem do policzków(do tego tusz i eyeliner). Mogę też(wg analizy) malować oczy na zielono ale jakoś mi zielony na oczach nie podchodzi- chyba jest za intensywny albo ja nie umiem się malować takim kolorem.

Jak już mowa o makijażu - przypomniała mi się anegdotka z bloga Moniki Kamińskiej. W jej szkole panował zakaz malowania się, więc w wieku 12 lat została mistrzynią make-up-no-make-up 😉

Ja także jestem zgaszonym latem i maluję się bardzo mało. Gdy byłam młodsza, nie malowałam się wcale nawet na ważne okazje i było mi z tym dobrze. Teraz cera już nie ta 🙂 Na co dzień podkład mineralny, jasny cień na powieki, tusz do rzęs i do widzenia. Na wieczorne spotkania kreska na oczy. Szminki zero.

Mocny makijaż wymaga wysokich umiejętności. Podobają mi się kobiety w mocnych makijażach, ale zrobionych z wyczuciem. Moim zdaniem lepiej pomalować się mniej, niż źle 🙂 No i nie ma co oglądać się na innych, każdej z nas co innego pasuje.

(id: 0)