Szkoła Dam
Musisz się zalogować jeżeli chcesz umieszczać wpisy i zakładać tematy.

Jak elegancko odpowiadać na nieeleganckie pytania?

W najlepszych rodzinach zdarzają się sytuacje, które zdarzyć się nie powinny, i padają pytania, które nie powinny paść.... lecz padają 🙂

Jeśli mamy do czynienia z człowiekiem kulturalnym, wystarczy dać do zrozumienia, że sobie takich pytań/uwag nie życzymy. Co jednak jeśli imamy do czynienia z człowiekiem odpornym na delikatne sugestie?
W Wielkanoc zrobiłam pewien eksperyment, kiedy ze strony bardzo sympatycznego wujka mojego męża padło pytanie "A kiedy pojawi się jakiś potomek?". Ja na to odrzekłam (może niezbyt grzecznie, ale nic innego mi do głowy nie przyszło) "Wujek nie wie, że nieładnie zadawać takie pytania?". Podrążyłam chwilę temat, by się dowiedzieć, co wujek sobie myśli, takie pytania zadając. I wyobraźcie sobie, że powiedział coś takiego: "Może jak was ponamawiam, to się w końcu zdecydujecie".
Kapcie mi opadły.
Są na tym świecie ludzie, którym wydaje się, że młodzi ludzie gotowi są wywrócić do góry nogami swoje życie i wejść w relację, gdzie przez kilkanaście lat bezustannie dają, nic w zamian nie oczekując, dlatego, że widywany tylko w święta wujek tak poradził...

Zastanawiam się, czy w takiej sytuacji i w konfrontacji z takimi ludźmi w ogóle da się pozostać kulturalnym? Jak w praktyce zastosować bezosobowe podejście, o którym pisała ostatnio Hal?
Niestety, najskuteczniejsze w takich sytuacjach są odzywki mało grzeczne, a ja chciałabym grzecznie nie pozwolić wchodzić sobie na głowę (oraz do brzucha).
Ciekawa jestem, co myślicie na ten temat.

Mam ten sam problem - jestem już po 30, zamężna od 4 lat, a rodzina wciąż dopytuje o potomstwo, pomimo naszych jasnych deklaracji, że nie planujemy dzieci.

Sama jestem ciekawa jak można uciąć podobne dyskusje w sposób kulturalny, a zarazem stanowczy i skuteczny.

W moim przypadku przypominanie rodzinie, że nie zmieniliśmy zdania na temat posiadania dzieci zwyczajnie nie skutkuje. Temat zaczyna być drażliwy i doprawdy nie rozumiem determinacji, z jaką dziadkowie, wujkowie i rodzice próbują przekonać nas do posiadania potomstwa przy każdej okazji.

 

Ja zauważyłam, że ludzie zadają takie pytania chyba... z przyzwyczajenia, a może myślą, że tak trzeba? W moim życiu małżeńskim dziecko pojawiło się też dość późno, dlatego wypracowałam sobie pewien schemat radzenia sobie z takimi pytaniami. Na pytanie: "A kiedy dziecko" odpowiadałam krótko: "Jeszcze chwila", a następnie szybko zmieniałam kierunek tematu "A co tam słychać u Marysi, jej córeczka już pewnie chodzi do przedszkola?" Ale przede wszystkim starałam się nie traktować tego pytania jako "obrazy majestatu", mówiłam też całkiem szczerze: "wiesz ciociu, ciągle trochę boję, bo kiedy urodzę dziecko, to już nigdy nie będzie tak, jak jest teraz". Można też zastosować strategię pozostawania w temacie, ale bardziej ogólnie: "Dzisiaj ludzie później decydują się na dziecko, a ty ciociu ile miałaś lat jak urodziłaś Marysię?" Można w ten sposób trochę uciec, pozostając w konwencji otwartej i przyjaznej rozmowy.

W rodzinie mojej oraz mojego męża wszelkie zbywanie i próba zmiany tematu na inny kończą się litanią pouczeń typu "Już powinniście", "Nie ma na co czekać", "A dlaczego jeszcze nie?". Spróbuję kiedyś manewru z zadawaniem pytań zaczynających si ę od "A ty...?", w końcu każdy lubi mówić o sobie 🙂

U nas nie ma raczej pytań kiedy dzieci, a są polecenia "Za rok chcę wnuka", 😉 ale przyjmuję to z przymrożeniem oka. To co mnie natomiast zaskoczyło to nasi znajomi, którzy przy okazji rozmów na temat dzieci (teraz wokoło jest taki klimat, że wszystkim się one rodzą) stwierdzili, że już zbyt długo zwlekamy i powinniśmy jak najszybciej zacząć, bo i tak już teraz będziemy żałować, że nie zaczęliśmy z dekadę temu. To było dość dziwne...

Jednak faktycznie choć ludzie nie robią tego złośliwie, a nawet nie posądzałabym ich o jakieś wścibstwo, takim pytaniem mogą nieświadomie ranić. Pewnego razu znajoma powiedziała przy nas do swojego męża "przykro mi, że nie mogę dać ci dziecka" i to musi być naprawdę bolesne, gdy ktoś pyta tę parę o potomka.

Ja na pytanie „kiedy dziecko?” Odpowiadam: „W przyszłej pięciolatce.”

😉

Nie ma co się denerwować (choć przyznam ze sama się na te pytania denerwowałam). W większości przypadków - tak jak napisała Hal - to jest bezrefleksyjne „gadanie dla samego gadania”. 😉

Z doświadczenia mogę doradzić, że w moim przypadku na wybitnie opornych ciekawskich  skutecznie działa tylko absurd.

- Kiedy jakieś dziecko?

- Jak wrócimy z Radomia.

- O, a kiedy wrócicie?

- Na razie się nie wybieramy.

 

Plus jest jeszcze taki, że żartobliwy ton pomaga trochę rozładować napiętą sytuację.

 

Witam Forumowiczki, wypowiadam się pierwszy raz (ach!)

Moja przyjaciółka ma właśnie taką odpowiedź na nietaktowne pytania o zamążpójście (nie jest w związku).

  • To kiedy wyjdziesz za mąż?
  • W czerwcu.

Ech, widzę, że chyba każda z nas przerabiała w jakiś sposób ten temat.

Z najbliższą rodziną nie miałam problemu, bo rodzice i rodzeństwo zdawali sobie sprawę, że pytanie jest niekulturalne i jeśli pytali, to bardzo, bardzo delikatnie. Z dalszą rodziną również nie było źle, bo mam opinię osoby dość kolczastej, która gotowa jest nieprzyjemnie odpyskować jeśli ktoś sobie za dużo pozwoli. Wprawdzie z takich zachowań nieco już wyrosłam, ale opinia pozostała i czasem okazuje się przydatna. Właściwie jedyne osoby, z którymi musiałam się zmierzyć to teściowie. Teściowa wciskała mi na siłę na ręce dzieci innych osób z rodziny, a na pytanie czemu to robi odpowiadała, że może mi się spodoba i się zdecyduję. Dzieci konsekwentnie oddawałam. Teść posunął się dalej - rzucając do mojego męża hasłem, że chyba nie wie "co i jak" skoro ja jeszcze nie w ciąży. Szlag mnie wtedy trafił, ale się opanowałam, a mąż zignorował uwagę. Teść jest znany ze swojego braku subtelności i po prostu postanowiliśmy to zignorować.

Szczerze mówiąc mam problem jak odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule wątku - myślę, że kulturalna reakcja w takich sytuacjach jest jedną z trudniejszych rzeczy do osiągnięcia na mojej prywatnej drodze do SV.

Moja przyjaciółka (osoba spokojna i grzeczna), nagabywana na imprezie rodzinnej nie wytrzymała i odpowiedziała, że nie ma jeszcze dzieci bo "woli w pupę". Podobno bardzo skutecznie ucięło to temat 😉

Nie rozumiem natomiast i nie zrozumiem ludzi, którzy na takie pytania sobie pozwalają. I nie chodzi tu o obrazę czyjegoś majestatu, ale fakt, że znam naprawdę wiele par, które bardzo by chciały mieć dzieci, a nie mogą. Znam dziewczynę, która poroniła cztery razy i brak dziecka jest największą tragedią jej życia. Dla niej każde takie pytanie to cios w samo serce i naprawdę nie potrafię pojąć, jak nie znając dokładnie sytuacji danej pary można sobie na takie wypowiedzi pozwolić.

(id: 0)