Szkoła Dam
Musisz się zalogować jeżeli chcesz umieszczać wpisy i zakładać tematy.

Ekwilibrystyka związana z zapraszaniem gości weselnych.

Witam Forumowiczów!

Z racji tego, że planuję w tym roku swoje własne wesele, na obecnym etapie frapuje mnie wielce kwestie tego, jak gości należy zapraszać. Spotkałam się z różną praktyką. Sama wychodzę z założenia, że zapraszają "Państwo Młodzi wraz z rodzicami", zwłaszcza gdy rodzice wspierają organizację wesela finansowo. Przyznam, że jedna z moich koleżanek z oburzeniem przyjęła informację, iż konsultowałam z rodzicami i przyszłymi teściami listę gości (w jej ocenie: "To przecież Twoje wesele!"). Wydaje mi się, że skoro przykładowo moi rodzice byli na weselu syna swoich przyjaciół, w dobrym tonie jest na moje wesele rzeczonych przyjaciół zaprosić. Jakie jest Wasze zdanie?

Po wtóre, na ile wcześniej wysłać zaproszenia? Praktyka jest też bardzo zróżnicowana. Biorąc pod uwagę, że ślub biorę jesienią, chce wysłać zaproszenia na pewno przed okresem wakacji (aby goście mogli zaplanować urlopy). Jedna z koleżanek była zdziwiona, że jeszcze nie wysłałam, podczas gdy druga twierdzi, że wysyłałaby dopiero w wakacje.

Kolejno zaś rozważam kwestię sposobu doręczenia zaproszenia. Otóż planowałam osobiście zawozić zaproszenia rodzinie, która mieszka w tym samym mieście co ja. Pozostałym osobom chciałam te zaproszenia po prostu wysłać. Siostra uświadomiła mnie, że kuzynka, która mieszka 120km ode mnie oczekuje, że zaproszenie zawiozę jej osobiście. Wydaje mi się to dość sporym nadużyciem z jej strony. Czy popełnię nietakt?

 

Jakie są Wasze doświadczenia, poglądy?

W Szkole Dam ze dwa lata temu pojawiły się dwa wpisy o zobowiązaniach i dyplomacji towarzyskiej w kontekście właśnie zapraszania na ślub. Może pomoże on troszkę ułatwić tę ekwilibrystykę 😉

https://szkoladam.pl/pokrewienstwo-zobowiazania-i-dyplomacja-towarzyska-czyli-kogo-zaprosic-na-wesele/

https://szkoladam.pl/osoba-towarzyszaca-czyli-jak-elegancko-zapraszac-gosci-na-oficjalna-uroczystosc/

Moim zdaniem, wszystko zależy od zwyczajów rodzinnych, jeżeli wspomniana kuzynka wręczała Wam takie zaproszenie osobiście, to wydaje mi się, że faktycznie mogłaby oczekiwać „odwdzięczenia się” tym samym. Z drugiej strony uważam, że o ile nie wiążą nas z daną osobą bardzo bliskie relacje i zobowiązania, to podróż przez pół kraju, tylko po to by wręczyć zaproszenie może być lekką nadgorliwością.

Co do czasu w jakim należy przesłać zaproszenia, to Hal wspominała o trzech miesiącach przed, co wydaje się wystarczającym czasem, żeby goście mogli sobie wszystko na spokojnie zorganizować. Wydaje mi się też, że wysłanie tych zaproszeń przed wakacjami, faktycznie mogłoby ułatwić rozplanowanie wszystkich urlopów...

A odnośnie konsultowania liści gości, to moim zdaniem nie ma niczego złego w radzeniu się rodziców i ewentualnych świekrów. Zapewne mają większe rozeznanie w rodzinnych relacjach i zobowiązaniach i z chęcią doradzą to i owo.

Poza tym jak koleżanka słusznie zauważyła „to Twoje wesele” i do przygotowań możesz podejść tak jak uważasz za słuszne 😉

Kiedyś na blogu była mowa o tym, że protokół dyplomatyczny dopuszcza wysyłanie zaproszeń pocztą, więc oczekiwania kuzynki są przesadne. Chyba że masz np. rodziców w tym samym mieście i często ich odwiedzasz, to wtedy lepiej osobiście. Zasuwać z samym zaproszeniem nie trzeba.

Zaproszenia wysłałabym jak najszybciej. Nie wiem, co na to savoir-vivre, ale skoro znana jest data i miejsce imprezy, to nie ma na co czekać. Są ludzie, którzy pogniewają się za otrzymanie zaproszenia zbyt późno, ale nikt nie obrazi się, że je dostanie zbyt wcześnie 🙂

Co do listy gości, to ja konsultowałam się z rodzicami, ponieważ chciałam zaprosić tylko część kuzynek mojej mamy, nie miałam ochoty oglądać reszty, i nie bardzo wiedziałam, co z tym fantem zrobić. Stwierdziłam, że to mama najczęściej kontaktuje się z tymi kuzynkami, więc mimo że rodzice nie finansowali mojego przyjęcia, wszystko z mężem zorganizowaliśmy sami, to jednak w tej sprawie ma prawo do wypowiedzi.

Co do przyjaciół, którzy zaprosili Twoich rodziców na wesele swojego syna, to ja bym zaprosiła. To są tylko dwie osoby, lepiej zaprosić i nie narażać rodziców na niezręczności związane z brakiem zaproszenia. Szczególnie dlatego, że wychodzisz z założenia, że zapraszają Państwo Młodzi wraz z rodzicami 🙂

Wydaje mi się, że wiele zależy od Waszego podejścia do wesela, od tego, kto angazuje się finansowo, od Waszych relacji w rodzinie i wśród przyjaciół oraz od możliwości finansowych i planowanej formy uroczystości.

Ja wychodzę za mąż za niecałe 2 miesiące i zaproszenia z nażeczonym wręczaliśmy osobiście (opróćz dwóch przypadków) ledwo w tamtym tygodniu. Jednakże wszyscy zaproszeni wiedzieli od roku, że otrzymają zaproszenie, więc była to tak naprawdę tylko formalność. Mogliśmy sobie na to pozwolić, ponieważ naszym kryterium zapraszania była "bliskość relacji" nie zaś więzy krwi, czy zobowiązania typu "bo ktoś nas zaprosił" i wypada się odzwdzięczyć.

Z punktu widzenia naszych rodzin i niezaproszonych znajomych, takie kryterium jest... hm dość okrutne. Nie zapraszamy na przykład nikogo ze strony mojej przyszłej teściowej, a od mojego ojca tylko jego kuzynkę. Bliska niegdyś koleżanka u której byłam na weselu 10 lat temu, także wypadła. Dlaczego? Wesele wiąże się z wysokimi kosztami, których nie bylibyśmy w stanie (i nie chcieliśmy tak naprawdę) pokryć, dlatego organizujemy kilkugodzinne przyjęcie podczas którego chcemy świętować z najbliższymi nam osobami. Gdybyśmy stosowali klasyczne kryterium, lista gości z 45 przekroczyłaby 120. Odcięliśmy po prostu tych, z którymi nie utrzymywaliśmy żadnych stosunków od lat lub nasze relacje są luźne.

A co do uradzania listy gości z rodzicami. My nie tylko sami finansujemy nasz ślub i przyjęcie, ale też nikt oprócz nas (i konsultantki) nie jest w jego organizację zaangażowany, dlatego nie widzę absolutnie żadnego powodu, by pozwalać rodzicom (czy komukolwiek) wpływać na listę gości. (Można oczywiście spytać o radę). Uważam jednak, że wypada porozmawiać o tym, jeśli rodzice wspołfinansują wydarzenie i są czynnie zaangażowani w organizację.

A co do tego o czym pisała @Alicja Wsuł Co do przyjaciół, którzy zaprosili Twoich rodziców na wesele swojego syna... Ja osobiscie bym nie zaprosiła, ponieważ jest to towarzyskie zobowiązanie rodziców, a nie moje i nie spłacałabym go za nich. Ale tak jak pisałam - jest to kwestia indywidualnego podejścia i relacji.

Ja po moim weselu, które odbyło się dwa lata temu zrozumiałam, ze to nie jest tylko "nasz dzień". Kiedy zobaczyłam radość i dumę moich rodziców oraz ich spotkanie z dawno niewidzianą rodziną zrozumiałam, że wesele to dzień całej rodziny (oczywiście o ile ta rodzina funkcjonuje poprawnie).

Oczekiwaniom wszystkich gości nie można sprostać, ale kiedy słowa "przecież to nasz dzień" zaczynają się Parze Młodej wyrywać zbyt często, zaproszone osoby mogą poczuć się nieswojo. Sama byłam kiedyś gościem na bardzo wystawnym weselu, gdzie zgromadzona rodzina wydawała się być dla Młodych jedynie dekoracją - liczyły się tylko ich potrzeby i dobra zabawa. Nie wspominam tego wesela zbyt dobrze, dlatego my przed naszym ślubem staraliśmy się zwrócić uwagę na szczególne preferencje żywieniowe gości, łóżeczka w pokojach, gdzie nocowały osoby z dziećmi, krzesełka dla dzieci przy stołach, a w trakcie samej zabawy z każdym porozmawiać czy zatańczyć. Często w tracie wesela musieliśmy się z mężem rozdzielić, ale przed nami całe wspólne życie, a tego dnia najważniejsze było dla nas to, żeby uszanować wysiłek, jaki włożyli nasi bliscy w to, żeby być z nami. Dużo więcej energii włożyliśmy w wsłuchanie się w potrzeby innych niż w organizację drobnostek w stylu pasujących skarpetek, spinek do koszuli z grawerem, czy upominków dla gości i odnoszę wrażenie, że udało nam się nie zgubić sensu spotkania w tych szczegółach. Jednocześnie swoją postawą pokazaliśmy chyba najbliższej rodzinie, że mamy jasną wizję tego dnia, zależy nam na ich komforcie, ale dość łatwo nam przyszło stanowcze ucinanie wszystkich "dobrych rad". I nikt się z tego powodu nie obraził!

Co do zapraszania, nie praktykowaliśmy zapraszania osobiście, jeżeli nie mieliśmy takiej możliwości. Ja przed ślubem jeszcze studiowałam zaocznie i pracowałam, także poza dniami ustawowo wolnymi od pracy nie miałam ich prawie wcale. Nikt z gości nie miał z tym problemu. Jeżeli chodzi o termin wysyłania zaproszenia, to zrobiliśmy to około 3 miesiące przed ślubem, natomiast popularne "save the date" zawarliśmy w kartkach Bożonarodzeniowych. Na końcu dopisaliśmy PS "prosimy o uwzględnienie w planach urlopowych 3 czerwca na nasz ślub". W wielu firmach urlopy planuje się już na początku roku, zatem uważam, że planując wesele w sezonie wakacyjnym warto uprzedzić gości wcześnie, żeby nie byli wtedy na wczasach. Dodatkowo była to dla nas motywacja do wysłania większej niż zwykle ilości kartek świątecznych.

Choć do mojego wesela jeszcze pozostało dużo czasu, już teraz pojawił się problem związany z zaproszeniami. Zaproszenia zamówiłam, aktualnie oczekuję na ich wysyłkę (nadmieniam, że zamówiłam usługę personalizacji - imiona i nazwiska gości będą nadrukowane). Niestety wczoraj dowiedziałam się, że pewni znajomi, których zapraszamy - para ze stażem około dwuletnim (związek nieformalny) - podjęła decyzję o rozstaniu. Nie wiem co teraz począć. "Trzymaliśmy się" z rzeczonymi znajomymi głównie dlatego, że mój przyszły mąż oraz ów mężczyzna są kolegami pracującymi w pokrewnych branżach. Jednocześnie, choć rzeczona kobieta nie była nigdy moją "najbliższą przyjaciółką", została zaproszona na mój wieczór panieński.

Do głowy przychodzi mi jedynie to, że należy teraz wypisać dla każdego z nich z osobna zaproszenie (zamówiłam kilka blankietów z ostrożności) i oczekiwać ich decyzji - czy życzą sobie przebywać razem na przyjęciu.

Co myślicie?

Myślę, że to będzie dobre posunięcie - wręczyć każdemu z nich osobne zaproszenie z osobą towarzyszącą. Raczej liczą się z tym, że ta druga osoba także zostanie zaproszona. Jeśli rozstali się kulturalnie, nie widzę przeszkód, by pojawili się oboje na przyjęciu. Jeśli jednak emocje nie opadły, pewnie któreś z nich nie przyjdzie 🙂