Szkoła Dam
Musisz się zalogować jeżeli chcesz umieszczać wpisy i zakładać tematy.

Ekstremalnie mała lista gości

Drogie Damy,

mój narzeczony i ja planujemy ślub cywilny za około rok i mam w związku z tym pewien dylemat. Oboje nie lubimy dużych imprez, więc zdecydowaliśmy od razu, że zorganizujemy tylko obiad weselny i zaprosimy wyłącznie rodzinę: rodziców, rodzeństwo, dziadków oraz wujostwo i kuzynów. W ten sposób nasza lista gości rozrosła się do około 30 osób, wliczając w to osoby towarzyszące.

Im dalej w las i im częściej o tym myślę, tym bardziej przeraża mnie ta wizja. Bardzo nie lubię być z centrum uwagi (szczególnie w intymnych momentach, a za taki biorę zawarcie małżeństwa), nie lubię być obcałowywana, ściskana, męczy mnie tłum i hałas (mam nadwrażliwość słuchową). Nigdy nie marzyłam o ślubie, weselu, sukni itd. Bardzo pragnę być żoną, ale chciałabym uniknąć bycia panną młodą... 😉 W związku z tym zaczynam mieć fantazje o ekstremalnie małym, skromnym ślubie i obiedzie (w zasadzie marzy mi się elegancka „herbatka” z pięknym tortem i eleganckimi słodkościami w naszym mieszkaniu), na który zaprosilibyśmy tylko najbliższą rodzinę, tj. rodziców, brata narzeczonego oraz dziadków.

Z rodziną narzeczonego (to z niej składa się w głównej mierze oryginalna lista gości) jesteśmy w miarę blisko: nie mieszkamy w tym samym mieście, ale widujemy się 3-4 razy w roku przy okazji świąt czy uroczystości i utrzymujemy dobre stosunki. W dodatku aspekt finansowy jako wytłumaczenie odpada, bo możemy sobie pozwolić na zorganizowanie wesela. I tutaj zaczyna się mój problem: posłuchać siebie (narzeczony też wolałby skromniejszą wersję), czy pójść za zasadą, że ślub jest dla rodziny? Myślę, że brak zaproszenia dla wujostwa zostałby potraktowany  jako afront. Nie pomaga to, że rodzice nie podchodzą entuzjastycznie do naszego nowego pomysłu. Z drugiej strony nie chcę sobie fundować czegoś, o czym myślę z niechęcią już rok wcześniej i oboje jesteśmy znani z chodzenia własnymi ścieżkami i robienia w życiu „tego, na co mamy ochotę’. Szukam więc sposobu, żeby pozostać w zgodzie ze sobą. Gdzie jest linia między poświęceniem dla rodziny, a zdrowym egoizmem? Kombinuję jak mogę; rozważam nawet ucieczkę gdzieś w góry/za granicę jako wymówkę.

Co zrobić z resztą rodziny, jeśli postawię na swoim? Zawiadomić przed/po uroczystości? Listownie, telefonicznie?

Będę bardzo wdzięczna za wszelkie rady.

W mojej opinii ślub jest i dla pary młodej i dla rodziny. Co oznacza, że należny w jakiś sposób pogodzić oczekiwania obu stron.
Ja mam bardzo podobną sytuację i bardzo podobny pogląd na bycie w centrum uwagi.
Już za chwilę wychodzę za mąż i wraz z narzeczonym długo rozważaliśmy formę naszego ślubu, ponieważ zależało nam by było to spotkanie rodzinne, a nie typowe wesele, w którym para młoda ogrywa rolę głównej atrakcji. (Jeśli rozumiesz, co mam na myśli).

To na co się zdecydowaliśmy nie zadowala prawie nikogo z naszych gości, ale jest paradoksalnie najlepszą ze wszystkich opcji.
A postanowiliśmy, podobnie jak Wy, postawić na ceremonię cywilną (w ogrodzie restauracji) + uroczysty obiad z kawą, słodkim i rozmową.

Na początku myśleliśmy, że będzie skromnie, ale lista gości urosła prawie do 60 osób! I w żaden sposób nie można jej ściąć, ponieważ przy wyborze kierowaliśmy się zażyłością relacji i regularnością kontaktów, a nie więzami krwi. (Co również nie obyło się bez negatywnych komentarzy). Ponadto jedna część rodziny twierdzi, że skoro gości będzie tak wielu, powinniśmy nie wymyślać i nie skąpić na pełnoprawne całonocne wesele (cierpnie nam skóra na samą myśl o takiej imprezie), druga natomiast uważa, że całość należy ograniczyć do kilkuosobowej ceremonii i obiadu.

I teraz - dlaczego się na to nie zdecydowaliśmy?
Często spotykam się z sugestiami, że mój związek, który nie będzie usankcjonowany przez kościół ma mniejszą wartość, więc nie trzeba przykładać do celebracji tak dużej wagi. Inni mówią, że "tylko formalność" zważywszy na długoletniość naszej relacji. Tak więc z jednej strony idąc do urzędu i podpisując dokumenty miałabym poczucie, że potwierdziłam te opinie, a z drugiej nam bardzo zależy na tym, by rodzina i przyjaciele świętowali z nami dzień, który będzie pierwszym dniem "naszego nowego życia" oraz... 10 rocznicą naszego związku z w ogóle.

Powyższa sytuacja pokazuje, że nigdy nie zadowoli się wszystkich. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na opcję, która stanowi jakiś konsensus. Nasze potrzeby postawiliśmy co prawda na pierwszym miejscu, ale dążyliśmy do tego, by nie pomijać ważnych dla nas ludzi.

Ja mam oczywiście tendencje do działania na przekór i kiedy rodzina mówi "A" argumentując "bo tak" lub nie szanuje moich decyzji "bo jak to tak?" - jestem gotowa działać jeszcze bardziej po swojemu. Ale obiektywnie rzecz ujmując poradziłabym, byście poważnie zastanowili się, czego tak naprawdę chcecie od tego wydarzenia. Czy decyzja o mniejszym ślubie faktycznie będzie taką rodzinną katastrofą? A jeśli tak i chcielibyście tego uniknąć - czy poświęcenie własnego komfortu psychicznego jest tak wysoką ceną? Albo w druga stronę: czy chcecie być poddani szantażowi "bo ciotka się obrazi?" "bo co ludzie powiedzą?" Może ostatecznie decyzja oraz jej skutki, jakie by one nie były, wcale nie będą takie tragiczne?

Ja stosuję metodę wypisywania najlepszych i najgorszych rzeczy jakie mogą się darzyć od tych realnych po granice absurdu. Skreślam te nieprawdopodobne a potem je prawdopodobne oceniam i konfrontuję.

Z doświadczenia gospodyni i gościa mogę powiedzieć, że dla powodzenia przyjęcia istotne znaczenie ma czytelność konwencji. Ludzie czują się dużo mniej komfortowo, kiedy nie wiedzą , czego się spodziewać. A juz te wszystkie domysly wedlug jakiego klucza zostalo sie zaproszonym lub nie, to czasem piramida  niezrecznosci i zazewie obrazy. Paradoksalnie stosowanie typowych rozwiązań w mniejszym stopniu stawia państwa młodych na swieczniku  (lub raczej pod pregierzem). Wcale jednak nie chcę przez to powiedzieć , że koniecznie trzeba robić coś wbrew sobie. Może to jednak wymagać zbudowania wokół wydarzenia całej narracji, za pomocą której będziemy sprzedawać swój pomysł.

W tym kontekście pomysł ślubu za granicą lub w jakimś specjalnym dla Was miejscu wydaje się tworzyć jasne dla otoczenia tło: intymny ślub w zamkniętym gronie , bez wesela, dalszej rodzinie wysyła się zawiadomienia, na które odpowiada się  złożeniem gratulacji i ewentualnie życzeń. Na pewno znajdą się niezadowoleni, ale jest to bardzo czytelny układ.

Jako osoba, która w tym roku planuje wesele na 130 osób pozwalam sobie zabrać głos w dyskusji. Oczywiście mierzę swoją miarą i zrobisz jak uważasz.

My z narzeczonym lubimy duże imprezy, dlatego chcieliśmy mieć wesele (takie z tańcami do białego rana). Jednak kilka rzeczy robimy po swojemu i też (i tak) słyszymy komentarze. Niestety ślub i wesele to wydarzenia bardzo specyficzne. Znaczna część rodziny/znajomych (niezależnie od tego jaki "styl" wesela wybierasz!) będzie się czuła upoważniona do "wtrącenia swoich trzech groszy". Widzę to po sobie. "Robią wesele? Ale w sumie po co jak to TYLKO ślub cywilny?", "Jak to OKRĄGŁE STOLIKI?!". Naprawdę, ludzie potrafią się mądrzyć na temat tylu błahostek, że niestety nie jesteś w stanie uchronić się od negatywnych komentarzy. Co prowadzi mnie do jednego wniosku - róbcie wesele takie jakie chcecie WY. Zwłaszcza jeżeli teraz już stresuje Cię wizja przyjęcia. Potem będzie tylko bardziej... emocjonująco 😉 Ja osobiście jestem na etapie zamykania listy gości i od tygodnia egzekwuję od przyszłego męża listę jego krewnych, których będziemy zapraszali.

A co do spodziewanej reakcji... z doświadczenia wiem tylko, że zwykle ta reakcja, której się boimy okazuje się w ostatecznym rozrachunku nie aż taka straszna 😉

Bardzo Wam dziękuję za odpowiedzi. Pomogłyście mi dojrzeć do decyzji: zrobimy to dla siebie. <3 Wszak nie mamy złych intencji.